Wierzby – wiosenny pszczeli raj.

0
1080

Pszczoły, w przeciwieństwie do innych zapylaczy, jak choćby trzmiele, zimują całymi rodzinami. Oznacza to zazwyczaj, że już w połowie marca można obserwować liczne loty pszczół. Nie widać jednak innych owadów, u których do zimy przygotowywana jest tylko matka. W kolejnym roku da ona początek zupełnie nowej kolonii. Tylko ona ma szanse przetrwać chłody i siarczyste mrozy, inni członkowie jesiennych owadzich społeczności giną najczęściej w ostatnich miesiącach roku.

Tak wczesna wiosna, pomimo braku realnej konkurencji ze strony innych owadów zapylających, nie jest jednak zbyt obfitym czasem dla pszczół. Ziemia dopiero okrywa się trawą, życie kiełkuje z nową siłą. Poza podbiałem i krakusami próżno szukać kwiatów, które mogły by stanowić jakiekolwiek źródło pożytku. Czasem pewne ilości pyłku zapewnia leszczyna, ale jest to roślina dość zawodna i nader wszystko wiatropylna; sposób w jaki się rozmnaża nie wymaga tak naprawdę obecności zapylaczy. Jedyne w końcu marca i początku kwietnia pewne źródło wartościowej paszy białkowej (jaką stanowi pyłek) to wierzby.

W naszym kraju występuje około 30 gatunków różnych wierzb. Łatwo krzyżują się między sobą dając bardzo wartościowe pod kątek pszczelarstwa mieszańce. Ich kwitnienie może trwać w naszych warunkach klimatycznych od 6 do 8 tygodni, choć rzadko trafiają się gatunki które kwitną dłużej niż 10-12 dni. Wyjątek może stanowić wierzba trójpręcikowa, zwana także migdałową. Kwitnie ona od wczesnej wiosny aż do początków lipca. Przez cały ten okres jest ona chętnie odwiedzana przez pszczoły.

Selekcją wierzb w oparciu o kryterium pylenia zajmuje się w Polsce m.in. Instytut Pszelnictwa w Puławach pod kierownictwem Zbigniewa Kołtowskiego. Udało mi się nawiązać z nim kontakt, niestety ze względu na dużą liczbę zamówień, nie był w stanie zaoferować mi sztobrów wierzb. Szobry – to gałązki wierzb o długości ok. 30 cm, nie grubsze niż kciuk, które się ukorzenia, a z których następnie wyrasta okazały krzew, lub małe drzewo. Dodam jedynie, że podstawowa ilość którą można zamówić, to 12 taksonów po 10 sztobrów. Każdy takson to inny gatunek. Obsadzenie sąsiedztwa pasieki taką konfiguracją wierzb pozwoli pszczołom na gromadzenie wierzbowego pyłku przez prawie 2 miesiące.

Sztobry na razie moczą się w wodzie w garażu. Czekają na wiosnę i wysadzenie do rozsadnika. Czy wyrośnie z nich ponad 200 drzew? Mam nadzieję...
Sztobry na razie moczą się w wodzie w garażu. Czekają na wiosnę i wysadzenie do rozsadnika. Czy wyrośnie z nich ponad 200 drzew? Mam nadzieję…

 

Niegdyś, wierzbę określano mianem królowej polskiego krajobrazu. Niestety, warunki nowoczesnego rolnictwa sprawiają, że drzewo to wypierane jest z łąk. W Sierzchowach, w promieniu 0,5 km od mojej pasieki, występują jedynie trzy łąki, gdzie można odnaleźć łącznie ledwie kilkadziesiąt okazów. Dlatego uznałem za sprawę dużej wagi uzupełnienie nasadzeń. Brak wystarczającej liczby wierzb w moich okolicach łatwo rozpoznać po tym, że pszczoły wiosną noszą także pewne ilości pyłku z olch. Nie jest on tak wartościowy jak ten, który pochodzi z wierzb. Mimo to, ze względu na niedobór pożytku wierzbowego, owady są zmuszone do gromadzenia także i jego.

Udało mi się zgromadzić 215 sztobrów. Wśród nich jest sporo wierzby sadłowickiej oraz IBL-7. Mam też pewną ilość wierzby migdałowej. Dodatkowo jeden z kolegów pszczelarzy przysłał mi po kilka sztobrów z puławskich sadzonek, które do swojej pasieki zamówił z latach poprzednich. Mam nadzieję, że przyjmie się możliwie jak najwięcej okazów, przygotowałem już miejsce w którym będą rosły na stałe. Obecnie jednak w działaniach największą przeszkodą jest …przedłużająca się zima.

Korzystając z okazji, chciałbym podziękować kolegom Łukaszowi Wnękowi, Łukaszowi Ramutowi i Lucjanowi Stolarczykowi za pozyskanie wierzb, przesłanie ich pocztą do mojego domu i wszelkie rady, których mi udzielili. Lucjan dodatkowo dołączył do przesyłki dwie pary rękawic do pracy w pasiece przy rozdrażnionych pszczołach. Życzenia wypisane na jednej parze nabierają szczególnego znaczenia zwłaszcza w sezonie takim jak obecny – fatalna pogoda, duże straty rodzin ze względu na niekończącą się zimę. Oby się spełniły!

Lucjan! Dziękuję za pomoc i życzenia. Sam też życzę Ci wszystkiego dobrego!
Lucjan! Dziękuję za pomoc i życzenia. Sam też życzę Ci wszystkiego dobrego!

 

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że będąc dziś na zakupach, spostrzegłem na regale w jednym z budowlanych sklepów sieciowych, nagłowną lampkę diodową. Kilka miesięcy wcześniej zastanawiałem się nad sposobem podbierania pozyskanego w ciągu dnia pyłku. Dokupiłem kilka dennicowych poławiaczy obnóży, gdyż rozwiązanie takie zwalnia mnie z konieczności codziennego odwiedzania pasieki i zbierania urobku. Takie mam doświadczenia z poławiaczami wylotkowymi – są skuteczne, ale oprócz tego, że drażnią pszczoły, to jeszcze pyłek jest narażony na zawilgocenie.  Dlatego też musiał być odbierany każdego dnia po ustaniu lotów pszczół. Stosując rozwiązanie jakim jest poławiacz dennicowy, konieczność odwiedzenia pasieki w celu zebrania z uli pyłku występuje co 2-3 dni, a to z kolei oznacza, że przy normalnej pogodzie każdorazowo będzie go co najmniej kilogram, a przy wybornej pogodzie i długich dniach pewnie i dwa lub więcej. Ponieważ z pracy do domu wracam przeważnie pomiędzy 22:00 a 23:15, zawsze gdy chodziłem po pyłek do pasieki do lasu, panowała tam już noc. Jedną ręką kolekcjonowałem obnóża, drugą przyświecałem sobie latarką. Zakupiona dziś diodowa lampka jest lekka i montowana na głowie, a światła daje całkiem sporo. To wydatek rzędu 15 zł. Ocena użyteczności tego gadżetu nastąpi dopiero z końcem maja, po przekwitnięciu wiśni. Myślę jednak, że bardzo ułatwi mi on pracę i przyśpieszy nocny obrządek na toczku.

Przypadkowy zakup. Pewnie będzie miał wiele zastosowań także poza pasieką.
Przypadkowy zakup. Pewnie będzie miał wiele zastosowań także poza pasieką.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Blue Captcha Image
Refresh

*